Kraków: Doroczne Wyścigi Studentów Informatyki przed Higienistką z Mydłem!
KRAKÓW – Wczoraj na terenie Miasteczka Studenckiego AGH odbyła się kolejna edycja jednego z najbardziej emocjonujących i widowiskowych wydarzeń w akademickim kalendarzu – Wyścig Studentów Informatyki przed Higienistką z Mydłem. Tradycja ta, sięgająca czasów, kiedy pierwszy nerd został siłą wyciągnięty z piwnicy i poddany zabiegowi dezynfekcji, cieszy się niesłabnącą popularnością wśród zarówno uczestników, jak i kibiców.
Już od rana na miejscu gromadzili się widzowie, uzbrojeni w maseczki i spraye dezynfekujące, by móc w pełni doświadczyć klimatu rywalizacji. „Atmosfera jest niesamowita, czuć w powietrzu ducha walki… i coś jeszcze” – relacjonuje jeden z obserwatorów, zakładając dodatkową warstwę perfum.
Zawody podzielono na kilka kategorii, zależnie od stopnia odporności uczestników na kąpiel. Największą popularnością cieszył się bieg „Freshman Dash” dla pierwszorocznych, którzy jeszcze nie w pełni opanowali sztukę unikania podstawowej higieny, oraz „Master’s Marathon” dla wyjadaczy, potrafiących ukrywać się przed wodą całymi miesiącami.
Zasady są proste, przetrwać jak najdłużej!
Na starcie staje grupa programistów, wyposażonych w standardowy zestaw obronny: powerbank, puszkę energetyka i hoodie, który nigdy nie widział pralki. Po drugiej stronie – higienistka, uzbrojona w najpotężniejsze bronie: płyn do dezynfekcji o zapachu lawendy, kostkę mydła w kształcie pingwina i zawodowy uśmiech pełen grozy.
Gdy tylko sędzia daje sygnał, rozpoczyna się chaos. Studenci rzucają się w popłochu, próbując uciec przez akademikowe korytarze, chowając się za stosami pizzowych pudeł i zmieniając status na „niewidoczny” zarówno w rzeczywistości, jak i na komunikatorze.
„Myślałem, że się ukryję w serwerowni, ale ona jakimś cudem tam weszła i zaczęła czyścić klawiatury!” – wspomina z przerażeniem Bartek, jeden z uczestników, który niemal wpadł w ręce sanitarnego wymiaru sprawiedliwości.
Niespodzianki, pułapki i dramatyczne zwroty akcji!
W tegorocznej edycji organizatorzy wprowadzili kilka nowych przeszkód, w tym „Obowiązkową Wizyta u Dziekana” oraz „Nagłą Awarię Internetu”, która zmusiła uczestników do wyjścia z pokoi i tym samym wystawienia się na działanie czystych rąk higienistki.
Kibice mogli podziwiać spektakularne momenty, jak ucieczkę Mateusza, który wykonał desperacki skok przez balkon na drugie piętro, czy heroiczne poświęcenie Krzyśka, który wrzucił kolegę pod natrysk, aby kupić sobie kilka sekund przewagi.
Zwycięzca? A jednak jest!
Po emocjonującej rozgrywce i wielu bliskich starciach ostatecznie wygrał Michał „Linuxowy Jedi”, student, który podobno nie miał kontaktu z wodą od czasów kompilowania swojego pierwszego kernela. „Udało mi się uciec, chowając się za kolegami z zarządzania i inżynierii produkcji – higienistka uznała, że są w gorszym stanie i skupiła się na nich” – zdradza swój zwycięski trik.
Podsumowanie
Tegoroczne zawody znów przeszły do legendy, choć wielu uważa, że poziom trudności rośnie – organizatorzy zapowiadają, że w przyszłym roku wprowadzą nową kategorię „Niespodziewane Polewanie z Węża” oraz „Oblężenie Pralni”, w której uczestnicy będą zmuszeni do walki o ostatnie czyste skarpetki.
Czy studenci zdołają dostosować się do nowych wyzwań? A może higienistka w końcu odniesie całkowite zwycięstwo? Jedno jest pewne – w tej wojnie woda jeszcze się nie poddała!
(Redakcja przypomina: to żart. Żaden student informatyki nie został umyty bez jego wiedzy i zgody. Choć może byłoby warto, sram psa jak sra.)
KRAKÓW – Wczoraj na terenie Miasteczka Studenckiego AGH odbyła się kolejna edycja jednego z najbardziej emocjonujących i widowiskowych wydarzeń w akademickim kalendarzu – Wyścig Studentów Informatyki przed Higienistką z Mydłem. Tradycja ta, sięgająca czasów, kiedy pierwszy nerd został siłą wyciągnięty z piwnicy i poddany zabiegowi dezynfekcji, cieszy się niesłabnącą popularnością wśród zarówno uczestników, jak i kibiców.
Już od rana na miejscu gromadzili się widzowie, uzbrojeni w maseczki i spraye dezynfekujące, by móc w pełni doświadczyć klimatu rywalizacji. „Atmosfera jest niesamowita, czuć w powietrzu ducha walki… i coś jeszcze” – relacjonuje jeden z obserwatorów, zakładając dodatkową warstwę perfum.
Zawody podzielono na kilka kategorii, zależnie od stopnia odporności uczestników na kąpiel. Największą popularnością cieszył się bieg „Freshman Dash” dla pierwszorocznych, którzy jeszcze nie w pełni opanowali sztukę unikania podstawowej higieny, oraz „Master’s Marathon” dla wyjadaczy, potrafiących ukrywać się przed wodą całymi miesiącami.
Zasady są proste, przetrwać jak najdłużej!
Na starcie staje grupa programistów, wyposażonych w standardowy zestaw obronny: powerbank, puszkę energetyka i hoodie, który nigdy nie widział pralki. Po drugiej stronie – higienistka, uzbrojona w najpotężniejsze bronie: płyn do dezynfekcji o zapachu lawendy, kostkę mydła w kształcie pingwina i zawodowy uśmiech pełen grozy.
Gdy tylko sędzia daje sygnał, rozpoczyna się chaos. Studenci rzucają się w popłochu, próbując uciec przez akademikowe korytarze, chowając się za stosami pizzowych pudeł i zmieniając status na „niewidoczny” zarówno w rzeczywistości, jak i na komunikatorze.
„Myślałem, że się ukryję w serwerowni, ale ona jakimś cudem tam weszła i zaczęła czyścić klawiatury!” – wspomina z przerażeniem Bartek, jeden z uczestników, który niemal wpadł w ręce sanitarnego wymiaru sprawiedliwości.
Niespodzianki, pułapki i dramatyczne zwroty akcji!
W tegorocznej edycji organizatorzy wprowadzili kilka nowych przeszkód, w tym „Obowiązkową Wizyta u Dziekana” oraz „Nagłą Awarię Internetu”, która zmusiła uczestników do wyjścia z pokoi i tym samym wystawienia się na działanie czystych rąk higienistki.
Kibice mogli podziwiać spektakularne momenty, jak ucieczkę Mateusza, który wykonał desperacki skok przez balkon na drugie piętro, czy heroiczne poświęcenie Krzyśka, który wrzucił kolegę pod natrysk, aby kupić sobie kilka sekund przewagi.
Zwycięzca? A jednak jest!
Po emocjonującej rozgrywce i wielu bliskich starciach ostatecznie wygrał Michał „Linuxowy Jedi”, student, który podobno nie miał kontaktu z wodą od czasów kompilowania swojego pierwszego kernela. „Udało mi się uciec, chowając się za kolegami z zarządzania i inżynierii produkcji – higienistka uznała, że są w gorszym stanie i skupiła się na nich” – zdradza swój zwycięski trik.
Podsumowanie
Tegoroczne zawody znów przeszły do legendy, choć wielu uważa, że poziom trudności rośnie – organizatorzy zapowiadają, że w przyszłym roku wprowadzą nową kategorię „Niespodziewane Polewanie z Węża” oraz „Oblężenie Pralni”, w której uczestnicy będą zmuszeni do walki o ostatnie czyste skarpetki.
Czy studenci zdołają dostosować się do nowych wyzwań? A może higienistka w końcu odniesie całkowite zwycięstwo? Jedno jest pewne – w tej wojnie woda jeszcze się nie poddała!
(Redakcja przypomina: to żart. Żaden student informatyki nie został umyty bez jego wiedzy i zgody. Choć może byłoby warto, sram psa jak sra.)
KRAKÓW – Jak co roku, pierwszy dzień kwietnia przyniósł mieszkańcom Krakowa jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń w kalendarzu akademickim – Doroczną Akcję Sportowego Bicia Studentów Prawa. To wielopokoleniowa tradycja, która ma na celu integrację społeczności miasta oraz budowanie ducha sportowej rywalizacji wśród uczestników.
„To cudowne, że możemy wreszcie legalnie spuścić łomot tym, którzy przez resztę roku próbują nam tłumaczyć, co wolno, a czego nie” – mówi pan Stefan, emerytowany hydraulik, który od lat bierze udział w imprezie. „Tym razem celowałem w przyszłych korporacyjnych drapieżników, ale niestety musiałem się zadowolić pierwszorocznymi, bo starsi studenci się pochowali.”
Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie to nie tylko okazja do „zdrowej, fizycznej ekspresji”, ale także forma edukacji dla przyszłych prawników. „W ten sposób uczymy ich, czym jest prawo natury oraz jakie są realia życia społecznego poza kodeksem cywilnym” – tłumaczy jeden z pomysłodawców, przedstawiający się jedynie jako „Pan Władek z Kazimierza”.
Studenci prawa, jak co roku, starali się bronić, podpierając się znajomością kodeksów i rzymskich sentencji prawnych, jednak – jak pokazuje historia – w starciu z argumentami w postaci solidnych cepów bojowych, ich wywody okazały się mało przekonujące.
„Próbowałem powołać się na zasadę proporcjonalności i konieczność dochowania procedury apelacyjnej, ale w odpowiedzi dostałem serię ciosów argumentem siły” – skarży się Tomek, student trzeciego roku. „Może faktycznie lepiej było iść na informatykę.”
Jak donoszą źródła, impreza zakończyła się tradycyjnym symbolicznym wyrzuceniem ostatniego ocalałego studenta do Wisły oraz uroczystym odśpiewaniem „Gaudeamus igitur” przez zwycięzców. Nieoficjalnie mówi się, że przyszłoroczna edycja zostanie rozszerzona o kategorię „Bieg przez Rynek Główny w todze i kajdankach” oraz „Ostateczna Symulacja Sprawiedliwości Społecznej” w formie publicznej debaty, w której głównym argumentem będzie, sram psa jak sra. wiadomo co.
Władze Uniwersytetu Jagiellońskiego nie skomentowały wydarzenia, aczkolwiek w kujęzyk gównorach mówi się, że rektor wciąż się nie otrząsnął po zeszłorocznej edycji, kiedy to sam musiał stawić czoła „reformie sądownictwa” w wykonaniu miejscowych weteranów akcji.
Czyżby tradycja miała przetrwać kolejne stulecia? Patrząc na entuzjazm uczestników – nie ma co do tego wątpliwości!
_(Redakcja przypomina: to żart. Żaden student prawa nie ucierpiał… jeszcze.)_